• Wpisów:482
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:51
  • Licznik odwiedzin:26 882 / 2110 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie wyobrażam sobie, że mogłeś nic nie czuć... Mogłeś to odsuwać, usuwać, mogłeś się tego pozbyć, aby było ci prościej, mogłeś to odrzucić, ale nie możliwością jest, że wszystko co robiłeś było takie puste i bez znaczenia. Musiałeś coś czuć. Ale nigdy o to nie walczyłeś, nigdy o to nie dbałeś, wmówiłeś sobie, że tak jest prościej i odszedłeś... Ale musiałeś coś czuć, prawda? Musiałeś... cokolwiek.
 

 
Jednym z najtrudniejszych zadań, jakie można postawić człowiekowi, jest rozkazać mu wyzbyć się miłości. Ludzie przecież zostali stworzeni z miłości i poprzez miłość, oraz ich celem jest darzyć miłością innych... Wyzbyć się tego pragnienia dobra dla drugiej osoby, to prawie tak jakby godzić w ludzką naturę...
 

 
Wszyscy dokoła mówią aby walczyć i nigdy się nie poddawać. Że jeżeli się kocha, to się nie odchodzi. Ale co, jeżeli dalsza walka nie ma zupełnie sensu? Co jeżeli zdarzenia z przeszłości, rany, ból, tak bardzo wpłynęły na teraźniejszość że nie zostało już nic, jedynie zgliszcza dawnego szczęścia. Czasem trzeba odjeść, dla własnego dobra. Zrobić coś wbrew sobie, wbrew sercu, ale tylko pozornie. Ponieważ nie da się zmienić tego, co już się zdarzyło, nawet jeżeli wybaczyliśmy dawne krzywdy. Trzeba po prostu stanąć w prawdzie, podziękować sobie za wspólnie spędzone chwile, pogodzić się z biegiem wydarzeń i odpuścić. Dać sobie szansę na nowe szczęście, zamiast ciągle trwać w starych przyzwyczajeniach, które przynoszą jedynie smutek, i więżą jednocześnie osobę zakochaną jak i pokochaną. Nie zawsze da się osiągnąć cel poprzez walkę. Czasem dzieje się coś, co zmienia postać relacji, już na zawsze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jeżeli historia miałaby się powtórzyć, i dane by mi było przeżyć ponownie taki zawód, to teraz wiem, że postąpiłabym inaczej. Moja miłość jest już na takim etapie, tak zraniona i świadoma swojego niespełnienia, że osunęłabym ból na bok, uśmiechnęła się w jego stronę, i rzekła szczere "gratuluję". Po prostu zaszło to tak daleko, że nie oczekuję już nic dobrego od tego uczucia, jedynie cierpienie, toteż pogodziłabym się w szybkim tempie, i zamiast ogromnego bólu, poczułabym tylko dociśnięcie drzazgi która już od dawna tkwi w moim wnętrzu. To tak jakby wokół mojego serca wyrosła twarda skorupa, bariera ochronna, tak jakby istniała jakaś granica bólu, za którą nie ma już nic. Mam tylko cichą nadzieję, że on obudzi się kiedyś i zrozumie co stracił. Nie wiem, czy graniczy to z marzeniami, czy jest choć trochę zbliżone do rzeczywistości..Ale chciałabym jednak usłyszeć skruchę w jego głosie, szczerą i prawdziwą, wynikającą nie z dogryzającego sumienia czy poczucia winy, ale ze świadomości błędu i porażki oraz wewnętrznego poruszenia serca, jakiejś pustki i świadomości straty. Tylko wtedy byłabym zdolna uwierzyć, w szczerą chęć naprawienia błędów przeszłości.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zobaczyłam umarłe światła tego, czym kiedyś byliśmy. Położyłam się, chwyciłam różaniec, i przez łzy, zaczęłam prosić Boga o to, byś był szczęśliwy. Czego jeszcze chcesz? Zabrałeś mi przecież wszystko. Do czego jeszcze dążysz? Proszę, odejdź, opuść moje serce, bo nie potrafię żyć, kiedy jesteś obecny. Bo tak naprawdę cię nie ma... to tylko kolejna pozorna bliskość dająca chorą nadzieję. Proszę, odejdź, zrób mi tą ostatnią przysługę, proszę odejdź, ja też chcę być szczęśliwa...
 

 
Odczuwam niedosyt, głód i pragnienie, które sprawiają, że przychodzę wciąż po więcej, po kolejne ciosy, po kolejne wbite ostrza. To nic, że potem okupię to cierpieniem, ale w momencie, kiedy już jesteś, nic się nie liczy. Nic. Jesteś tylko ty a wokół szary tłum. Masz w sobie coś z powietrza, tak bardzo ulotny, a tak niezbędny. I coś z ognia, gdyż stale rozpalasz moje serce, płonące żywą miłością...
 

 
Chciałabym tylko żebyś był szczęśliwy, ale nie jestem w stanie dać ci tego, czego naprawdę chcesz. I choćbym próbowała ze wszystkich swych sił, nie potrafię tego dokonać. Przepraszam. Przepraszam za to, że moim największym pragnieniem jest znów zobaczyć uśmiech na twojej twarzy. Przepraszam, że nie potrafię patrzeć na twoje cierpienie. Chciałabym je oddalić, zabrać, wziąć na siebie to brzemię, ale tak się po prostu nie da. Widok twego zbolałego serca nie daje mi żyć, stale nawiedza mnie, jak nocny koszmar, od którego nie umiem uciec. Czas sukcesywnie biegnie do przodu, ale tak naprawdę, w przeciągu tych miesięcy nic się nie zmieniło. Moja miłość jedynie ugruntowała swoje położenie, wciąż ciąży na mnie, jak trucizna, odbiera mi życie, wysysa radość swym lodowatym jak stal pocałunkiem. Kocham cię, jesteś moją klątwą i przekleństwem, obsesją i obłędem, przeznaczeniem i bólem, moją śmiertelną chorobą ;<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mogę nazywać to naiwnością, lub przesadną nadzieją, miłością, bądź ślepym zaufaniem. Ale kiedy nie ma się nic do stracenia, robi się wszytko co tylko można, by odzyskać to na czym nam naprawdę zależy. Więc nie chcę powtarzać raz popełnionych błędów, choć być może jest już za późno aby cokolwiek zrobić. Chcę tylko abyś wiedział, że wciąż cię kocham, bez względu na wszystko i pomimo wszystko, niezależnie od bólu który mi zadałeś. A ty sam zrobisz z tym co zechcesz.
  • awatar Izziii: Tobie także powodzenia ;*
  • awatar navy girl: Dobrze, że podjęłaś już decyzję, tego się trzymaj. Mam nadzieję Ci się ułoży, bądź silna :)
  • awatar Niekompletna.: A więc, skoro nie masz nic do stracenia, to warto zaryzykować. Powodzenia. (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- Powiedz mi, jako osoba stojąca z boku.. Jak to widzisz? C i mnie?
- On czuł coś do ciebie, ale nie wiedział co robić, więc znalazł sobie jakąś łatwą laleczkę, tak było mu prościej. A teraz uświadomił sobie jak bardzo się pomylił.
- Powiedział mi kiedyś, że ja jestem TĄ osobą.. ale że był zaślepiony i tego nie widział.
- I miał rację
- W tamtym momencie chciało mi się płakać. Dałam radę tylko się do niego przytulić i nic nie mówić.
- On musiał coś czuć. Musiał
 

 
Czy ja jestem jakąś cholerną autodestrukcyjną jednostką? Dlaczego z pełną świadomością skutków, nadal cię pragnę, przecież wiem, że nie jesteś tego wart... W czym tkwi siła moich uczuć? Nigdy nikogo tak nie kochałam. Nigdy. Mogę wyliczać swoje głupie i dziecinne zauroczenia, które trwały jedne krócej, inne dłużej, ale żadne z nich nie wyglądało tak, jak teraz. Wybaczyłam ci. I to nie są żadne puste słowa, nie potrafię już cię nienawidzić, tak jak wtedy... Chciałabym się tego pozbyć, tej niewolniczej zależności, zabić ją, odrzucić... ale nie mogę. Próbuję, stale próbuję, ale zwyczajnie każda z prób kończy się kolejnym niepowodzeniem. Nie rozumiem co się ze mną dzieje, i dlaczego działam właściwie wbrew naturze, wbrew samej sobie, przecież z reguły człowiek unika niebezpieczeństw i nieszczących go zażyłości. A ja wciąż i coraz głębiej, coraz dalej brnę w sytuację która przecież nie ma sensu. Po raz kolejny daję się wciągnąć w destrukcyjny wir, który sama napędzam resztami sił. Dlaczego Ci wybaczyłam? Jeszcze nie cały miesiąc temu, wydawało mi się, że nie chcę cię znać... Może to zwykła, głupia, ludzka naiwność, kretynizm. A może to miłość...
  • awatar Tajemnicza xd: Świetny wpis < 3
  • awatar navy girl: czytam i bardzo się z tym utożsamiam, mam wrażenie jakbym czytała swoje własne myśli, czuję właśnie to o czym piszesz i prawdopodobnie przeżywasz. nie jest wart mich uczuć, ale nie potrafię wyzbyć się tego, to jest silniejsze i już całkiem nie wiem jak sobie z tym radzić. nie jesteś w tym sama, damy radę, prawda ? :)
  • awatar Niekompletna.: Jak to dobrze, że jeszcze tego nie doznałam. I będę się pilnować. Trzymaj się. ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie ma w Tobie nic niezwykłego. Nie jesteś ani nieziemsko przystojny, ani wybitnie inteligentny. Masz mnóstwo wad, kłamiesz, perfidnie wykorzystujesz swoją wiedzę na mój temat, tak często nie potrafisz domyśleć się o co mi chodzi. Więc dlaczego do cholery cię kocham? Myślisz, że mi przeszło? Eh.. kłamałam, skarbie.
 

 
Masz w sobie jakąś dziwną moc, siłę... I tylko ja ją dostrzegam, tylko na mnie ona działa, jakiś niezaprzeczalny pierwiastek uzależniający mnie od Ciebie... Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, jak na mnie wpływasz, kiedy jesteś przy mnie. To tak jakbyś w momencie naszego pierwszego spotkania, złapał moje serce w pułapkę i wyrwał jego cząstkę. Kiedy jestem sama, jest ono niepełne, czegoś mu brakuje. Dlatego na każde spotkanie z Tobą, moje serce się weseli, gdyż wie, że obcując z Tobą, znów będzie mogło być jednością, będzie mogło złączyć się z wyrwaną połówką. To dlatego wciąż cię potrzebuję, być może tęsknię, być może mam chwile słabości, w których krzyczę do pustych ścian, jak bardzo cię kocham...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnio, dzieje się ze mną coś niedobrego... Wewnętrzny głos podpowiada mi, że to jeszcze nie koniec mojej wielkiej miłosnej historii. To takie dziwne przeczucie, które od kilku dni nie daje mi spokoju, coś jak intuicja, szósty zmysł. Nie wiem czy mam temu wierzyć, czy się tego lękać... Chcę go spotkać. On chce spotkać mnie. Muszę, po prostu czuję, że muszę sprawdzić, czy prawdziwie mu wybaczyłam, czy on naprawdę tego chciał. Czuję, że nie uspokoję się wewnętrznie, jeśli tego nie zrobię, gdyż niepokój z dnia na dzień narasta, zamiast się ulotnić. Ale czy nie jest to droga prowadząca mnie do zguby?
  • awatar navy girl: wiesz.. ja tez mam takie przeczucie, tyle, że u mnie trwa to już kilka miesięcy, po prostu czuję, ze nasza historia musi mieć ciąg dalszy i będzie go miała.
  • awatar StealMeForever: Musisz rozwiać swoje przeczucia .. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie, nie, nie, kurwa, kurwa, kurwa, PO CO? Ja się pytam, po co do mnie napisałeś?! Po co "prosisz o wybaczenie", po co "chciałbyś cofnąć czas", po co "chcesz odnowić znajomość" i "przepraszasz, że musiałam przez ciebie tyle płakać i się smucić". Po co? Kiedy już zaczęłam sobie radzić z twoim brakiem, ty nagle ni stąd ni zowąd znów wkraczasz w moje życie, robiąc w nim zamęt. I znów nie wiem co mam myśleć... Oh, łatwiej mi było cię nienawidzić.. Teraz znów nie mogę.
  • awatar Izziii: Skąd ja to znam, powoli godzimy się z brakiem tej osoby, staramy się o niej zapomnieć i jakoś to wychodzi, zaczynamy układać sobie życie od nowa.. a wtedy on znów się odzywa i burzy cały ten porządek..
  • awatar StealMeForever: ah... :(
  • awatar navy girl: tak to już jest, nie wiemy czemu ale jest. ludzie odchodzą, my układamy sobie życie po ich stracie a oni wracają. można wybaczać, a nawet trzeba, ale trudno jest zapomnieć. może Ci właśnie ludzie muszą stanąć na naszej drodze, takie jest przeznaczenie i my nie mamy na to wpływu. myślę, że jest w tym też dobra strona, a mianowicie- stajemy się silniejsi :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie musisz więcej prosić o wybaczenie - już je uzyskałeś. Ale zbyt wiele się zdarzyło, byśmy mogli zacząć od nowa. Między tobą a mną była jakaś granica, jakaś sprzeczność, coś, co nigdy nie pozwoli nam być szczęśliwym. I mimo iż jestem w stanie z głębi serca odsunąć ból na bok, to nigdy już nie dopuszczę cię do mojego wnętrza, nigdy nie zaufam ci na nowo. A jaki jest sens tworzenia nowych więzi bez zaufania? Więc teraz to ja odchodzę. Z pełną świadomością późniejszych skutków... Jednakże zastanawia mnie jedno... Czego szukasz, skoro teoretycznie znalazłeś już swoją miłość?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Stoczyłeś się. Dotknąłeś dna. Zostałeś sam, bez pomocnej dłoni. Z tego upadku, już nikt nie będzie pomagał ci się podnieść. A wiesz dlaczego? Bo zło skierowane w stronę innych, wraca. I to zło, którego ty byłeś źródłem, które uderzyło we mnie, teraz z podwójną siłą wraca do ciebie. Jako sprawiedliwość za wyrządzone krzywdy. Lecz sam wkroczyłeś na tę drogę autodestrukcji. Ostrzegałam cię. To był twój wybór. Teraz to ty będziesz cierpiał. Teraz to ty poczujesz, jak to jest. Poniesiesz karę, będziesz dźwigał to brzemię. Sam. A ja odwrócę się w inną stronę, jak wówczas uczyniłeś to ze mną.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Minęło już dużo czasu, i momentami patrzę na to wszystko z boku. Jak poboczny obserwator, jak gdyby mnie to nie dotyczyło, ale jednocześnie z melancholią, nieznanym mi dotąd sentymentem. I mimo iż rany powoli się goją, rozdrapuję je wciąż na nowo... Dlaczego? Być może przyzwyczaiłam się do bólu, który tak bardzo wbił się w moją psychikę swoim ostrzem. Być może jest elementem, bez którego mój umysł nie potrafi już funkcjonować. Być może muszę cierpieć, aby odpowiednio ukształtować swoją osobowość. Ostatecznie nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. Nie nauczymy się kochać, nie doświadczając bólu. Nasze serca, nigdy nie złamane, nigdy też nie zaczną prawdziwie żyć.
 

 
Kiedy z oddala zobaczyłam twoją twarz, nie miałam śmiałości się do ciebie zbliżyć. Poczułam coś dziwnego... Wcale nie strach czy szczęście, tak jak kiedyś. Poczułam chłód, smutek i złość. Ruszyłam żwawym krokiem przed siebie, nie oglądając się, udałam, że cię nie widzę. Zupełnie jakbyś był mi obcy, jakbyś był kolejną szarą postacią z tłumu, czy nic nie znaczącym wspomnieniem przeszłości, tak żałosnym i martwym... Zmieniłam się, i nawet nie wiesz jak bardzo. Moje serce już raz dla ciebie umarło, i nie uczyni tego po raz kolejny. A teraz, każdego dnia, będę przechodzić obojętnie wobec wspomnień o tobie, będę odwracać się na myśl o tym, że cię kochałam, zrobię wszystko abyś w moim wnętrzu stał się równie obcy, jak obcy byłeś mi w tamtym momencie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
  • awatar Niekompletna.: Prawda, zgadzam się.
  • awatar Love sucks ♥: @navy girl: oczywiście, że tak ;) słowo nienawiść którego tutaj użyłam miało obrazować po prostu jak pozornie się wobec niego zachowuję ;) jak napisałam "nienawiść" jest tylko inną formą miłości...
  • awatar navy girl: a mi się wydaje, że nienawiść to taka przykrywka, udajemy, że nie kochamy, a tak naprawdę kochamy całym sercem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
To strach przed przekraczaniem granic nas zabił, a nie podejmowane ryzyko. Zabił nas ten cholerny dystans i kłamstwa, udawanie, że nie zależy nam na sobie, aż do momentu, kiedy stało się to prawdą.
 

 
Wkroczyłeś do mojego życia tak nagle, jak z niego odszedłeś. Jak możesz nie wiedzieć, ze przez ciebie cierpię?! Czy wiesz czym jest miłość? A może tylko udajesz, że wiesz. Może łatwiej ci jest nie wierzyć w to, co podsuwa ci cichy głos w umyśle. Bo przecież w ten sposób możesz po raz kolejny zagłuszyć sumienie i iść dumnie do przodu. "Przecież nie mogła mnie kochać, no jak? To nonsens.. a skoro nie kochała, skoro nie mówiła prawdy działając z całkiem innych pobudek, to nie odczuwa teraz bólu". Wiem, że w głębi serca czujesz się winny. Wiem, że żałujesz, być może już teraz, ale nigdy tego nie przyznasz. Nigdy nie okażesz 'słabości'. Nie cofniesz się z drogi którą zdecydowałeś się sam pójść. Zabawa ludzkimi uczuciami i zbyt wygórowana duma, zaprowadzi cię do zguby. Wkrótce to odkryjesz. Zostaniesz sam. Przegrasz i stracisz, to co tylko pozornie zyskałeś. Bo zło, popełnione z premedytacją w stronę człowieka, który darzy cię miłością i zaufaniem, wraca, podwajając swoją siłę... I wtedy nie będzie drogi odwrotu, ani nikogo, kto mógłby podać ci pomocną dłoń i wyciągnąć z przepaści.
  • awatar Tu$ia: super blog ;] ;] ;] zapraszam do mnie :]
  • awatar Niekompletna.: Dokładnie. Prawdziwe.
  • awatar navy girl: prawdziwe..wszystko do nas wraca, to co kiedyś komuś daliśmy prędzej czy później wróci.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kiedy dwójka twoich najlepszych przyjaciół się kłóci, właściwie zostajesz wplątana w ten konflikt automatycznie. Ciężko w takiej sytuacji postąpić właściwie, od obu stron słyszysz żale na stronę drugą i odmienne racje. Być między młotem i kowadłem, przeciwwagą w konflikcie wymaga wtedy przemyślanego zachowania i odpowiednich rad, aby móc pomóc a nie pogorszyć sytuację. Ale cieszę się, że udało mi się zapoczątkować szczerą rozmowę, z pozytywnym skutkiem. Takie sytuacje, choć wcale nie są przyjemne, to pogłębiają więzi. I z nich też należy czerpać lekcję na przyszłość.